Web 2.0 musi odejść!
kwiecień 26, 2007
Większość ludzi korzystających z Internetu zetknęło się z pojęciem Web 2.0. Niewątpliwie, nurt Web 2.0 niesie ze sobą duże możliwości i jest zdecydowanym krokiem naprzód. Dziwi mnie jednak wszechobecny zachwyt i uznawanie tego nurtu za ogromną rewolucję. Co więcej, mam już dość kolejnych, nic nie wnoszących serwisów reklamujących się jako “serwisy-społecznościowe”. W tym krótkim artykule, z którym pewnie większość z Was się nie zgodzi, postaram się wytłumaczyć moje zażenowanie i przybliżyć moje obawy związane z dalszym rozwojem sceny Web 2.0.
Czym jest Web 2.0?
Terminu tego po raz pierwszy użyła firma O’Reilly w 2004 roku. Istnieje wiele definicji tego pojęcia i nie mam odwagi przytoczyć tego “jedynego i słusznego”. Ogólnie mówiąc, serwisy Web 2.0 tworzone są przez użytkowników - nie ma widocznego rozgraniczenia na autorów i czytelników. Treść strony zmieniana jest dynamicznie przez odwiedzających. Odpowiedzialność za publikowane dane i końcowy wygląd strony ponoszą użytkownicy publikujący dane materiały. Web 2.0 pośrednio wiąże się także z technologiami wykorzystywanymi do tworzenia stron (np. Ajax), choć ich obecność nie jest wymagana.
Wraz ze zmianą samych stron, zmieniają się także zachowania Internautów. Coraz częściej czują się oni odpowiedzialni za wygląd samej strony i jej prestiż. Publikują aktualności, artykuły i komentują materiały dodane przez innych użytkowników. Wykształca się także pewna “zbiorowa myśl” - w ramach danego serwisu kształtuje się mini-społeczeństwo które np. dokonując wyboru opiera się na opinii współużytkowników. Można powiedzieć, że w obrębie serwisu jednoczy się grupa osób ściśle z nim związana i zaangażowana w jego rozwój i promocję. Dawna, bierna postawa (Internauta mógł jedynie czytać i ewentualnie komentować materiały pojawiające się na stronie) stała się przeszłością.
Pieniądze a Web 2.0.
Obecnie za stronami zgodnymi z filozofią Web 2.0 (nie lubię tego określenia…) idą ogromne pieniądze. Strony te zawdzięczają swoją popularność kilku czynnikom: reklamie, modzie i przede wszystkim ogromnym przychodom na które liczą twórcy serwisów. To właśnie zarobki są głównym powodem powstawania coraz dziwniejszych “serwisów społecznościowych” i kolejnych klonów del.icio.us, Technorati itd.
Obecnie wiele osób inwestuje w tego typu strony. Inwestorzy liczą na gwałtowne wyparcie stron “starej generacji” przez nowoczesne strony Web 2.0. Niestety nie jestem jasnowidzem i nie potrafię przewidzieć zachowań rynku, ale wspomniane inwestycje nie zawsze muszę się zwrócić…
Wady i błędy Web 2.0.
Wreszcie doszliśmy do sedna tego artykułu. Czas na opisanie kilku rzeczy które wyraźnie psują wizerunek stron “nowej generacji”.
Zaczniemy od… lustrzanych odbić. Jakiś czas temu zastanawiałem się ile może powstać kopii jednej strony. Teraz już znam odpowiedź - bardzo dużo. Co kilka dni/tygodni powstaje strona która funkcjonalnością i sposobem działania nie różni się od stron będących już w sieci. Zadziwia mnie też fakt posiadania przez te strony prawie identycznej zawartości - materiały kopiowane są między serwisami. Zobaczmy jak to wygląda:
Polskie kopie YouTube:
- wrzuta.pl
- smog.pl
- waski.pl
- itd.
Sprawdźcie sami - podobny wygląd, prawie identyczna zawartość a jednak witryny przyciągają nowych użytkowników. Fenomen Web 2.0…
Nie tylko serwisy wzorowane na YouTube cierpią na brak unikalności. Zobaczmy jak wygląda sprawa z polskimi odpowiednikami digg.com. One także powstają w zastraszającym tempie:
- wykop.pl
- gwar.pl
- linkr.pl
- infoneo.pl
- wpigulce.net
- wygrzeb.com
- itd.
Podobnych “post-diggowych” stron będzie przybywać. Dostępny jest silnik który umożliwia bezproblemowe stworzenie własnego serwisu - Pligg CMS. Oczywiście weźmy jeszcze poprawkę na ogromne spółki zainteresowane trendem Web 2.0 (onet.pl, interia.pl, wp.pl) i możemy spodziewać się prawdziwej lawiny klonów. Pytanie tylko po co? Czy nie wystarczy nam jeden, dwa, góra trzy serwisy?
Kolejnym tematem skutecznie odstraszającym mnie od stron idących z nurtem Web 2.0, jest kształtowanie świadomości przez informacje podawane na stronach. Strony takie jak digg.com są idealną formą reklamy, która jest relatywnie tania i bezproblemowa we wdrożeniu. Np. chcemy wypromować pewien produkt X - dodajemy link do wykop.pl i za pomocą 20 znajomych znajduje on swoje miejsce na stronie głównej, co zapewnia pokaźną ilość odwiedzin.
W tym momencie nie liczy się już wartość linku - większość i tak wejdzie na stronę sugerując się ilością punktów zebranych przez witrynę. W przypadku ludzi, dla których głównym źródłem informacji są właśnie takie strony społecznościowe, może wystąpić pewien problem - będą oni poddani nieświadomej manipulacji. A kto chce być marionetką?
Następnym problemem jest poziom wypowiedzi i komentarzy na stronach Web 2.0. Większość z nich jest… tragiczna. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale odnoszę pewne wrażenie, że łatwość publikowania swoich myśli prowokuje ludzi do pisania totalnych głupot. Po prześledzeniu komentarzy na dwóch największych klonach YouTube w Polsce, okazuje się, że styl i treść odchodzą na drugi plan. Zaczyna liczyć się samo pisanie - byle zostawić ślad na stronie. Jest to zjawisko dość tragicznie, skutecznie obniżające wartość serwisów Web 2.0 w moich oczach. Jeżeli znajdę ciekawy materiał w sieci, to chciałbym nawiązać rozmowę na jego temat z ludźmi używającymi nie tylko triady “wow lol hehehe”. Nie potrafię wyjaśnić przyczyn powstania takich wypowiedzi użytkowników Internetu, jednak wiem jedno - to musi się zmienić.
Podsumowanie.
Nie uważam nurtu Web 2.0 za wynalazek zbyteczny. Szanuję np. blogi, które podobno też można uznawać za strony Web 2.0. Na blogach, autorzy biorą pełną odpowiedzialność za swoje słowa i może dzięki temu poziom jest wyższy. Nie mówię tego z uwagi na fakt posiadania przeze mnie blogu - jest to moja opinia z która każdy może się nie zgadzać. Nie twierdzę także, że strony takie jak wykop są niepotrzebne - fajnie że są, ale nie podoba mi się szybki przyrost stron-klonów. Niepokoi mnie także marketing prowadzony na tych witrynach i tragiczny poziom wypowiedzi.
Z niecierpliwością czekam na Web 3.0, traktując obecny nurt jako stan przejściowy. Może w końcu ta larwa zamieni się w pięknego motyla i…. odleci.
Opublikowane jako: Internet |
A sekcja “Dodaj do” to hipokryzja czy sabotaż służb specjalnych Kazachstanu?
W dużej mierze zgadzam się z Tobą, jednak:
- dziwisz się, że powstają klony. A czy tak nie było w web 1.0? Coś odnosi sukces i odrazu pojawia sie setka identycznych serwisów. Swiat jest chyba tak urządzony, że tak będzie po wieki wieków.
- komentarze i ich poziom. Coś się zmieniło? Nie żebym korzystał, ale spójrz tylko na onet… To chyba raczej fakt rozkwitu popularności neostrady i jej dzieci jednoczesnie w naszym kraju, co akurat zbiegło się z web2.0 boom.
gekon: czytałeś cały wpis czy tylko tytuł? Ja nie mówię, że wszystkie te strony są złe - jest ich za dużo a poziom różnorodności jest niski.
wzs: masz rację. Musisz jednak przyznać, że strona sygnowana marką Web 2.0 szybko przyciąga głupotę. Co więcej, strony Web 2.0 wymagają mniej pracy - liczy się na szybki wzrost popularności i użytkowników którzy będą dodawać kolejne materiały. Web 1.0 wymagał trochę innego podejścia…
waski.pl - z tego co zobaczyłem to agregator filmików a nie serwis podobny do youtube… oni zamieszczaja filmiki np. z wrzuta.pl - agregatory to zupełnie inny temat… ale jest ich również sporo… patrz. maxior.pl ktory ma zasieg około 20% polskiego internetu
Zgadzam się tym, że ten nowy trend jakim jest web 2.0 jest czymś nowym, a nowe przyciąga. Ja osobiście nie mam nic przeciwko
serwisom web 2.0 ale zaznaczam, że trzeba przyjąć jakieś sprecyzowane kryteria wymagania dotyczące owych serwisów, a namnożyło się ich nie mało.
Jeśli chodzi o same serwisy to nie narzekajmy na poziom niektórych serwisów lecz twórzmy dobry standard i jakość konkurencyjnych serwisów.
A jeśli chodzi o komentarze typu “he he he” czy “lol” to tacy imbecyle zawsze będą i to głównie dla nich są te serwisy bo to największa grupa odbiorców.
Osobiście bywam na wykop.pl i podobnych gdzie znalazłem ten artykuł. Ale często trafiają się linki do niepotrzebnych i głupich stron. I upodabniają się w ten sposób do wyszukiwarek gdzie trzeba dobrze filtrować.
No i co z tego, że “jest ich za dużo a poziom różnorodności jest niski”? Przecież nikt Cię nie zmusza żebyś korzystał ze wszystkich. Web 2.0 jest szumem marketoidów w internecie, oni to wymyślili. Poza tym skoro to zjawisko opiera się na aktywności szerszego grona ludzi to dlaczego dziwisz się, że poziom większości jest taki jaki jest? Przecież wiadomo, że tych mądrzejszych jest znacząco mniej.
gekon: oczywiście, że nie muszę z nich korzystać. Uważam jednak, że taki lawinowy wzrost popularności i ilości serwisów, nie wpływa dobrze na obieg informacji. Jeżeli w tym samym czasie powstanie 5-6 serwisów o tej samej tematyce i funkcjonalności, użytkownicy będą mieli 2 wyjścia - śledzić wszystkie 6 serwisów i wypatrywać lidera lub skupić się tylko na jednym i zaryzykować utratę pewnych informacji (ponieważ nie wszystkie informacje są identyczne). Jest to dość złożony problem.
Co do poziomu stron… trochę szkoda, że większość z nich kierowana jest do mniej wymagających odbiorców. Wolność i swoboda publikacji powinny zachęcać do konstruktywnych dyskusji a jest zupełnie inaczej.
Web 2.0 musi odejść!…
"Większość ludzi korzystających z Internetu zetknęło się z pojęciem Web 2.0. Niewątpliwie, nurt Web 2.0 niesie ze sobą duże możliwości i jest zdecydowanym krokiem naprzód. Dziwi mnie jednak wszechobecny zachwyt i uznawanie tego nurtu…
[...] ten jest odpowiedzą na tą notkę, gdzie web 2.0 jest opisywane jako prawie-zło. Czyli wytykanie wad, które w rzeczywistości są [...]